Gdy
byłyśmy w piątce w czwórkę atmosfera tam bardzo się poprawiła.
Nocami nie mogłyśmy spać, więc rozmawiałyśmy. Z racji tego, że
w pokoju były aż trzy samobójczynie, zaczęłyśmy polemizować na
temat różnych rodzajów śmierci. Ja preferowałam tabletki, to
chyba jedno z lepszych i szybszych wyjść. Tylko koniecznie muszą
to być nasenne! W innym przypadku kończy się płukaniem żołądka
i rozwaloną wątrobą, co przeszła jedna z dziewczyn z pokoju.
Miała ona wyjątkowego pecha do samobójstw, bo miała aż trzy
próby i wszystkie nieudane. Zaczynała od wstrzykiwania sobie
powietrza w żyłę, bo przeczytała o tym w Internecie. Oczywiście,
niewypał. Potem było podcinanie żył, też nie wyszło jak
chciała. Na koniec postanowiła wziąć pięćdziesiąt tabletek
przeciwbólowych i popić piwem. Też kiedyś myślałam o tych
tabletkach, ale dobrze, że odpuściłam. Ten sposób też okazał
się zły i nic poza nowymi problemami nie dał. Druga koleżanka też
próbowała z tabletkami, wszystkimi jakie miała pod ręką. Także
skończyło się na płukaniu żołądka, a o jej wątrobie nic nie
wiem.
Omawiałyśmy
każdy sposób po kolei: powieszenie? Nie, lina może być za długa,
za krótka, poza tym wtedy puszczają zwieracze i to trochę
nieprzyjemne i nieestetyczne, nie to co na filmach. Tabletki? Tylko
jeśli ilość będzie rzeczywiście taka, aby cię zabiła.
Podcinanie żył? Rzadko kiedy udaje się je podciąć na
odpowiedniej głębokości, a jeśli już to pod wodą, gorącą.
Skok z wysokości, na przykład z mostu? Moje marzenie, skoczyć z
Golden Gate. Tylko, że nie zawsze zabijesz się uderzając o wodę,
czasami też się topisz, a czasami nic ci się nie dzieje i cię
odratowują, a resztę życia spędzasz na wózku. Ścięcie głowy?
Nierealne w dzisiejszych czasach. Pistoletem w głowę, w serce? Skąd
tu wziąć pistolet i jeszcze fakt, że tyle teraz takich nieudanych
samobójstw, rozstrzelonych twarzy.
Po
długich obradach doszłyśmy do wniosku, że tak naprawdę nie ma
pewnego sposobu, aby odebrać sobie życie. Jednak jeśli kiedyś
znów byśmy chciały to zrobić to najlepiej zdać się na tabletki
czy narkotyki. Choć najlepsze będą tabletki, zdecydowanie.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńtez myślałam zabić. tak tabletki są najlepsze, bo to jest śmierć bezbolesna. po prostu zasypiasz, i się nigdy nie budzisz.
OdpowiedzUsuńWłaśnie, po tych rozmowach doszłyśmy do wniosku, że żadne tabletki nie są pewne. Tym bardziej, że poniektórych przychodzą wymioty, albo wielki ból co też czasami prowadzi do płukania żołądka. Nic-nie-jest-proste.
UsuńJak dla mnie najlepszym sposobem jest powieszenie. Przynajmniej skuteczne, no ale bardzo drastyczne ;/
OdpowiedzUsuńdaje do myślenia
OdpowiedzUsuńmy w szpitalu zaczytywałyśmy się w podręczniku psychiatrii sądowej. dział o samobójstwach potrafił nieźle zniechęcić do odbierania sobie życia(zdjęcia). też próbowałam ale mam duży próg wytrzymałości na leki. leczę się, myśli s. aktualnie nie mam. powodzenia!
OdpowiedzUsuń