piątek, 23 marca 2012

nocne rozmowy

Z natury jestem wylewna, z natury potrzebuję ludzi, a jednocześnie strasznie drażni mnie ich obecność. Wszystkie wpisy to coś na kształt dziennika spisanego zaraz po powrocie, czasami w trakcie. Nie wiem czy chcę skonfrontować na tym etapie moją terapię ze światem(dalej trwa), więc wprowadzę was w tą inną część szpitala - codzienność.


Gdy byłyśmy w piątce w czwórkę atmosfera tam bardzo się poprawiła. Nocami nie mogłyśmy spać, więc rozmawiałyśmy. Z racji tego, że w pokoju były aż trzy samobójczynie, zaczęłyśmy polemizować na temat różnych rodzajów śmierci. Ja preferowałam tabletki, to chyba jedno z lepszych i szybszych wyjść. Tylko koniecznie muszą to być nasenne! W innym przypadku kończy się płukaniem żołądka i rozwaloną wątrobą, co przeszła jedna z dziewczyn z pokoju. Miała ona wyjątkowego pecha do samobójstw, bo miała aż trzy próby i wszystkie nieudane. Zaczynała od wstrzykiwania sobie powietrza w żyłę, bo przeczytała o tym w Internecie. Oczywiście, niewypał. Potem było podcinanie żył, też nie wyszło jak chciała. Na koniec postanowiła wziąć pięćdziesiąt tabletek przeciwbólowych i popić piwem. Też kiedyś myślałam o tych tabletkach, ale dobrze, że odpuściłam. Ten sposób też okazał się zły i nic poza nowymi problemami nie dał. Druga koleżanka też próbowała z tabletkami, wszystkimi jakie miała pod ręką. Także skończyło się na płukaniu żołądka, a o jej wątrobie nic nie wiem.
Omawiałyśmy każdy sposób po kolei: powieszenie? Nie, lina może być za długa, za krótka, poza tym wtedy puszczają zwieracze i to trochę nieprzyjemne i nieestetyczne, nie to co na filmach. Tabletki? Tylko jeśli ilość będzie rzeczywiście taka, aby cię zabiła. Podcinanie żył? Rzadko kiedy udaje się je podciąć na odpowiedniej głębokości, a jeśli już to pod wodą, gorącą. Skok z wysokości, na przykład z mostu? Moje marzenie, skoczyć z Golden Gate. Tylko, że nie zawsze zabijesz się uderzając o wodę, czasami też się topisz, a czasami nic ci się nie dzieje i cię odratowują, a resztę życia spędzasz na wózku. Ścięcie głowy? Nierealne w dzisiejszych czasach. Pistoletem w głowę, w serce? Skąd tu wziąć pistolet i jeszcze fakt, że tyle teraz takich nieudanych samobójstw, rozstrzelonych twarzy.
Po długich obradach doszłyśmy do wniosku, że tak naprawdę nie ma pewnego sposobu, aby odebrać sobie życie. Jednak jeśli kiedyś znów byśmy chciały to zrobić to najlepiej zdać się na tabletki czy narkotyki. Choć najlepsze będą tabletki, zdecydowanie.

6 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. tez myślałam zabić. tak tabletki są najlepsze, bo to jest śmierć bezbolesna. po prostu zasypiasz, i się nigdy nie budzisz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, po tych rozmowach doszłyśmy do wniosku, że żadne tabletki nie są pewne. Tym bardziej, że poniektórych przychodzą wymioty, albo wielki ból co też czasami prowadzi do płukania żołądka. Nic-nie-jest-proste.

      Usuń
  3. Jak dla mnie najlepszym sposobem jest powieszenie. Przynajmniej skuteczne, no ale bardzo drastyczne ;/

    OdpowiedzUsuń
  4. daje do myślenia

    OdpowiedzUsuń
  5. my w szpitalu zaczytywałyśmy się w podręczniku psychiatrii sądowej. dział o samobójstwach potrafił nieźle zniechęcić do odbierania sobie życia(zdjęcia). też próbowałam ale mam duży próg wytrzymałości na leki. leczę się, myśli s. aktualnie nie mam. powodzenia!

    OdpowiedzUsuń