Jednym
ze sposób na przetrwanie w szpitalu psychiatrycznym, jest szukanie
osób za którymi możesz tęsknić i które mógłbyś kochać,
wtedy ten świat zza krat także nabiera sensu. Wtedy powtarzanie
sobie „Chcę stąd wyjść” nie jest aż tak kłamliwe. Siedząc
na terapiach grupowych(praktycznie tylko takie są w szpitalu –
oszczędność pieniędzy, czasu i sal) i słuchając problemów
innych, znów zaczynasz myśleć o tym co jest na zewnątrz. O tym co
zostawiłeś, jakie to było dobre, choć chwilami nieudolne. Uderza
cię wodospad refleksji, a ty pozostajesz bezradny. Bo zostałeś
zamknięty, tu nie zrobisz nic. Nie masz nawet telefonu z aparatem,
bo nie wolno. Nie ma możliwości byś zareagował na cokolwiek czy
zrobił cokolwiek, pozostaje ci tylko obserwować i domyślać się
co dzieje się w twoim-starym-świecie. To trochę tak jakby oglądać
film. Widzisz, że kogoś potrąci za moment samochód, chcesz
krzyczeć, ale bohater i tak cię nie usłyszy i tak. Wszystko jest
wyreżyserowane, zapisane i nie ważne czy wierzy się w
przeznaczenie czy nie, to ono czasami potrafi mocno kopnąć nas w
dupę, tak jak w przypadku szpitala.
Ja
znalazłam dwie osoby za którymi mogłabym tęsknić, te dla których
warto się starać. Choć po pewnym czasie udawanie, że to zwykły
szpital i jedynie mój brak chęci by mnie odwiedzali zaczął mnie
przerastać musiałam ograniczyć kontakt. Co wtedy pozostaje poza
rodziną?Ma się ochotę powiedzieć, że nic, ale to kolejne
kłamstwo. Wtedy zaczynasz sobie uświadamiać jak ważni i potrzebni
są ludzie, którzy otaczają cię na oddziale.
Szczególnie
pokochałam Justynę. Poznałam ją co prawda dopiero po kilku
dniach, bo zawsze, albo ja, albo ona spałyśmy, ale to bez
znaczenia. Justyna miała schizofrenie i była po próbach, od kilku
lat jeździła po szpitalach i nigdy nie czuła się w pełni zdrowa,
ale czy to ważne?
Była
kimś kogo strasznie potrzebowałam. Miała te same zainteresowania,
upodobania, gust muzyczny i co ważne poczucie humoru. Gdy
siedziałyśmy damską grupą w pokoju numer 1, rozmawiałyśmy na
jakiś burzliwy temat, ona zawsze mówiła coś o czym ja w danym
momencie myślałam. Chwilę później ja robiłam tak samo i właśnie
przez to mogę nazwać ją Moją Złodziejką Myśli.
Gdy
nasza ekipa zaczęła się rozjeżdżać do domów robiło się źle.
Wiecie jak to jest, niby życzysz innym jak najlepiej, a jednak twój
egoizm nie pozwala na to, abyście zostali sami. To strasznie
przygnębiające. Ludzie się cieszą, odliczają dni, godziny,
minuty, a ty pozostajesz ze świadomością, że będziesz tam gnił
jeszcze nie wiadomo ile. Wracając, gdy wyjechała kolejna osoba z
jedynki, ja byłam bardzo zdesperowana. Na oddziale było dosyć
nieprzyjemnie(o tym w następnej części), a mój Złodziej Myśli
miał już wszystkiego dość i groził samobójstwem. Nie
wyobrażałam sobie co by było, gdybym ją straciła. Była dla mnie
przecież strasznie ważna. Spędzałam z nią prawie każdą chwilę
z wyjątkiem tych w czasie ciszy nocnej. Jadłyśmy razem, myłyśmy
się prysznic w prysznic, załatwiałyśmy w jednej kabinie,
przesiadywałyśmy na tym samym łóżku, zawsze. I jeszcze nasze
obrzędowe palenie papierosów, które nazwałyśmy Tobiaszem. Jej
radosne „Tobiasz Time!” mam w głowie do dziś. W każdym razie
nie chciałam dopuścić do tego, aby ona sobie coś zrobiła, bo
wiem, że to byłby i mój koniec.
Okrutne pięć dni. Jeśli nie dostanie wypisu to to zrobi, a w tej sprawie też pozostaję bezradna. Bezradność zabija, a ja jak głupia ciągle wmawiam sobie, że słowa na pocieszenie cokolwiek zmienią. Oby zmieniały. Chodziłam jak na szpilkach, nie opuszczałam jej w ogóle, starałam się z nią na siłę rozmawiać, a stres i tak pozostawał. Życie nie powinno cię włączać w sprawy, które nie zależą od ciebie. To kolejna obrzydliwa niesprawiedliwość.
Okrutne pięć dni. Jeśli nie dostanie wypisu to to zrobi, a w tej sprawie też pozostaję bezradna. Bezradność zabija, a ja jak głupia ciągle wmawiam sobie, że słowa na pocieszenie cokolwiek zmienią. Oby zmieniały. Chodziłam jak na szpilkach, nie opuszczałam jej w ogóle, starałam się z nią na siłę rozmawiać, a stres i tak pozostawał. Życie nie powinno cię włączać w sprawy, które nie zależą od ciebie. To kolejna obrzydliwa niesprawiedliwość.
*
Umiem umierać za przyjaciół. Gdy chodzi o ich życie jestem w stanie poświęcić swoje. Już kiedyś tak zrobiłam. Udowodniłam, że na kimś mi zależy narażając wszystko. Wylądowałam wtedy na kilka dni w zwykłym szpitalu i byłam podłączona do kroplówki. Ach, takie tam przedawkowanie leków. Teraz ta osoba jest szczęśliwa. Oddałabym wszystko, aby Justyna tez była szczęśliwa i jak będzie potrzeba to oddam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz