Anna
z pewnością była kimś dziwnym. Nie wspomnę o tym, że kiedyś
gdy weszłam do jej pokoju, ona skakała w koszuli nocnej bez stanika
krzycząc głośno „Szalona wariatka” i wykręcając piruety do
muzyki z telefonu. To nie był straszny widok, a raczej zabawny. Z
czasem nabierasz dystansu do takich sytuacji. Gdy ludzie zadawali jej
pierwsze pytanie, a konkretniej „Na co tu jesteś?” Ona z
początku odpowiadała, że na nerkę. Chyba nikogo jeszcze nie
wzięli do szpitala psychiatrycznego ze względu na chorą nerkę,
ale no dobrze. Inną wersją było, że jej mama jest chora, ale
postanowiła oddać na oddział córkę, zamiast siebie. Najbardziej
oficjalna jednak wersja brzmi, że nasza, droga Anna myślała, że
jest Maryją. To dopiero straszne, tzn. niepokojące.
Anna
w momencie, gdy ją poznałam była bardzo spokojną osobą, brała
dużo leków na nadpobudliwość i adhd, bo na to właśnie cierpiała
i chodziła jak gdyby lunatykowała. Niestety, pewnego dnia,
stwierdziła, że zniszczy system i zaczęła wypluwać leki, a jej
tamy, które trzymały emocje zaczęły przeciekać. Było to
strasznie męczące, bo z chodzącego śpiocha stała się wybuchową,
irytującą osobą. Z wszystkiego robiła ogromną tajemnice, ale
mimo to opowiadała o tych tajemnicach wszystkim do około.
Przemyciła słuchawki i chodziła po korytarzu słuchając rapu
głośniej niż potrafię krzyczeć, a wierzcie mi krzyczę bardzo głośno jak muszę. Dodatkowo, mmm, te noce, kiedy
znalazłam się w ich pokoju. Zdarzało się, że około północy,
Anna dzwoniła do swoich znajomych: „Hej, obudziłam Cię? Nie, to
super? Nie wiedzieliśmy się rok, tak mi się przypomniałeś, co
słychać? Tylko cicho mów, bo dziewczyny chcą spać. Wiesz, jest
cisza nocna!” i tak było prawie codziennie. Szczerze mówiąc,
współczuję jej znajomym i współczuję nam tych nieprzespanych
nocy, bo jakby się jej nie uciszało, to zawsze musiała robić
swoje.
Gdy
jeszcze mieszkałam w moim pierwszym pokoju, w piątce, Anna przyszła
kiedyś do nas na chwile przed ciszą nocną. Jedna ze ścian była
obklejona całkowicie plakatami, co było bardzo pozytywnym i
kolorowym akcentem. Dziewczyna zapytała się, czy może wziąć
kilka rzeczy z tej ściany, podniosłam oczy znad książki i
powiedziałam, że jasne. Nie minęło pięć sekund i nagle
usłyszałam darcie się papieru. Anusia skoczyła i naraz zerwała,
psując pół ściany plakatów. Oderwała je i wyszła. Byłam
zdezorientowana, koleżanka z łóżka obok to samo. Część
plakatów jeszcze wisiała i nie przyklejone od dołu powiewały tak
jak im zagrał wiatr. Minęło jakieś dziesięć minut. Dziewczyna
nie wracała, chyba coś jest nie tak., wkurzyłam się. Poszłam do
jej pokoju i zaczęłam na nią wyzywać. Jeśli ona lubi żyć w
takim syfie, to niech sobie żyje, nie zasnę jeśli pół ściany
będzie mi latać przez całą noc, poza tym jak to wygląda, miała
wziąć kilka, a nie rozwalić pokój. Odparła na to, że musi sobie
powycinać te rzeczy. Mocnym słowem zaciągnęłam ją do siebie,
zdjęła kilka tylko plakatów, a resztę zostawiła, mówiąc że
nic się nie da z tym zrobić. Oczywiście dało się, ale najgorsza
robota została dla mnie.
Pokój
numer pięć, był baaardzo złym pokojem jeśli chodzi o jego
wizualność podczas mojego pobytu, a szkoda.
Anna
w swoim szaleństwie była pozbawiona wszelkiego uroku. Siadała na
łóżku, otwierając w grudniu okno i patrzyła przez nie godzinami,
dzięki czemu cały nasz pokój się przeziębił. Dodatkowo
potrafiła przebrać się przy wszystkich czy prosić o wyciśnięcie
pryszczy na plecach, co napawało obrzydzeniem. Dodatkowo była
bardzo bezpośrednia, czasami gdy ktoś był w łazience w celu
wydalenia się czy defekacji ona potrafiła otworzyć drzwi, wejść
do tej osoby i zacząć ją przytulać bez powodu.
- Anna, SRAM.
- Ale nie smuć się :tuli:
Horror, nic z nią nie
zrobisz samemu.
hej, z twoich opisow mam wrazenie ze siedzialas na sobieskiego, mam racje? sorry za kosmetyki w sprayu, to wina moja i moich koezanek bozaczeysmy to cpac, wczesniej nie byo takiego zakazu
OdpowiedzUsuńNie chciałam pisać dosłownie, ale tak. Masz rację, właśnie tam.
Usuń