sobota, 14 kwietnia 2012

Jestem na nerkę.


Anna z pewnością była kimś dziwnym. Nie wspomnę o tym, że kiedyś gdy weszłam do jej pokoju, ona skakała w koszuli nocnej bez stanika krzycząc głośno „Szalona wariatka” i wykręcając piruety do muzyki z telefonu. To nie był straszny widok, a raczej zabawny. Z czasem nabierasz dystansu do takich sytuacji. Gdy ludzie zadawali jej pierwsze pytanie, a konkretniej „Na co tu jesteś?” Ona z początku odpowiadała, że na nerkę. Chyba nikogo jeszcze nie wzięli do szpitala psychiatrycznego ze względu na chorą nerkę, ale no dobrze. Inną wersją było, że jej mama jest chora, ale postanowiła oddać na oddział córkę, zamiast siebie. Najbardziej oficjalna jednak wersja brzmi, że nasza, droga Anna myślała, że jest Maryją. To dopiero straszne, tzn. niepokojące.
Anna w momencie, gdy ją poznałam była bardzo spokojną osobą, brała dużo leków na nadpobudliwość i adhd, bo na to właśnie cierpiała i chodziła jak gdyby lunatykowała. Niestety, pewnego dnia, stwierdziła, że zniszczy system i zaczęła wypluwać leki, a jej tamy, które trzymały emocje zaczęły przeciekać. Było to strasznie męczące, bo z chodzącego śpiocha stała się wybuchową, irytującą osobą. Z wszystkiego robiła ogromną tajemnice, ale mimo to opowiadała o tych tajemnicach wszystkim do około. Przemyciła słuchawki i chodziła po korytarzu słuchając rapu głośniej niż potrafię krzyczeć, a wierzcie mi krzyczę bardzo głośno jak muszę. Dodatkowo, mmm, te noce, kiedy znalazłam się w ich pokoju. Zdarzało się, że około północy, Anna dzwoniła do swoich znajomych: „Hej, obudziłam Cię? Nie, to super? Nie wiedzieliśmy się rok, tak mi się przypomniałeś, co słychać? Tylko cicho mów, bo dziewczyny chcą spać. Wiesz, jest cisza nocna!” i tak było prawie codziennie. Szczerze mówiąc, współczuję jej znajomym i współczuję nam tych nieprzespanych nocy, bo jakby się jej nie uciszało, to zawsze musiała robić swoje.
Gdy jeszcze mieszkałam w moim pierwszym pokoju, w piątce, Anna przyszła kiedyś do nas na chwile przed ciszą nocną. Jedna ze ścian była obklejona całkowicie plakatami, co było bardzo pozytywnym i kolorowym akcentem. Dziewczyna zapytała się, czy może wziąć kilka rzeczy z tej ściany, podniosłam oczy znad książki i powiedziałam, że jasne. Nie minęło pięć sekund i nagle usłyszałam darcie się papieru. Anusia skoczyła i naraz zerwała, psując pół ściany plakatów. Oderwała je i wyszła. Byłam zdezorientowana, koleżanka z łóżka obok to samo. Część plakatów jeszcze wisiała i nie przyklejone od dołu powiewały tak jak im zagrał wiatr. Minęło jakieś dziesięć minut. Dziewczyna nie wracała, chyba coś jest nie tak., wkurzyłam się. Poszłam do jej pokoju i zaczęłam na nią wyzywać. Jeśli ona lubi żyć w takim syfie, to niech sobie żyje, nie zasnę jeśli pół ściany będzie mi latać przez całą noc, poza tym jak to wygląda, miała wziąć kilka, a nie rozwalić pokój. Odparła na to, że musi sobie powycinać te rzeczy. Mocnym słowem zaciągnęłam ją do siebie, zdjęła kilka tylko plakatów, a resztę zostawiła, mówiąc że nic się nie da z tym zrobić. Oczywiście dało się, ale najgorsza robota została dla mnie.
Pokój numer pięć, był baaardzo złym pokojem jeśli chodzi o jego wizualność podczas mojego pobytu, a szkoda.
Anna w swoim szaleństwie była pozbawiona wszelkiego uroku. Siadała na łóżku, otwierając w grudniu okno i patrzyła przez nie godzinami, dzięki czemu cały nasz pokój się przeziębił. Dodatkowo potrafiła przebrać się przy wszystkich czy prosić o wyciśnięcie pryszczy na plecach, co napawało obrzydzeniem. Dodatkowo była bardzo bezpośrednia, czasami gdy ktoś był w łazience w celu wydalenia się czy defekacji ona potrafiła otworzyć drzwi, wejść do tej osoby i zacząć ją przytulać bez powodu. 
- Anna, SRAM.
- Ale nie smuć się :tuli:
Horror, nic z nią nie zrobisz samemu.

2 komentarze:

  1. hej, z twoich opisow mam wrazenie ze siedzialas na sobieskiego, mam racje? sorry za kosmetyki w sprayu, to wina moja i moich koezanek bozaczeysmy to cpac, wczesniej nie byo takiego zakazu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chciałam pisać dosłownie, ale tak. Masz rację, właśnie tam.

      Usuń