Dziwne
jest życie w miejscu, w którym wiesz, że masa osób chciała
zakończyć swoje. Często słyszysz o przypadkach strasznie
zdesperowanych i chorych, a czasami nawet z nimi przebywasz. W
szpitalu, na oddziale, w którym przebywałam znane były głównie
dwa skrajne przypadki. Jednym z nich była pewna dziewczyna, która
się powiesiła. Pewnie ciekawi jesteście jak, skoro zabierali nam
wszystkie niebezpieczne rzeczy. Ona zrobiła to pod prysznicem, nie
wiadomo czy była wtedy z kimś czy sama, ale samobójstwo było
zakończone powodzeniem. Teraz my, żyjąc tam, idziemy pod tamten
prysznic, myjemy się tam, rozmawiamy, palimy, a z tyłu głowy
pozostaje nam tylko ta chora świadomość.
Nie
dziwie się, że szpitale nazywa się potocznie umieralniami, życie
w nich jest traumatyczne. Jest ciężko i nie jesteś w stanie
uwolnić się od innych ludzi, ani na moment nie możesz zostać sam.
Inną sytuacją, która nie wiem jak dokładnie się zakończyła
była historia pewnego chłopaka, który na spacerze, przy
pielęgniarkach, przy innych pacjentach najzwyczajniej wbiegł pod
samochód. Mimo że próby są różne, a personel szpitalu stara się
wszystko utrudnić to nic nie jest niewykonalne. Podczas mojego
pobytu liczne osoby się pocięły. Niektórzy byli w stanie rozbić
kubek, zdjąć żabki od zasłonek, szybkę z telefonu, cokolwiek.
Byleby to zrobić, straszne.
Sama
planowałam swoje samobójstwo w szpitalu. Po kilku dniach nie mogłam
znieść tego co się tam działo, nie mogłam znieść też tego co
działo się na zewnątrz, wiecznego użalania. Miałam zamiar wyjść
na przepustkę i przemycić tabletki nasenne w staniku w dziurach na
push-up. Tam na pewno by nic nie znaleźli. Gdybym zrobiła to tam,
rodzice nie ponieśli by odpowiedzialności. Co najwyżej lekarze, a
im współczuję, bardzo. Że muszą na to wszystko patrzeć, że są
tak bezradni, że nawet oni nie są w stanie załatwić wielu spraw.
Personel
jest strasznie przewrażliwiony na punkcie regulaminu, a szczególnie
rzeczy zakazanych. Ta wrażliwość w pewnym momencie przerzuca się
na ciebie. Gdy przyjechałam do szpitala, wiedziałam co mnie czeka,
dlatego moment, kiedy zabierali mi większość rzeczy z torby
przyjęłam z zimną krwią. Inna była reakcja mojej koleżanki.
Rzucała się i krzyczała, że nie będzie oddawała swoich
prywatnych rzeczy, a jej rodzice patrzyli na to jak na jakieś
przedstawienie. Dla niektórych to naprawdę ciężkie, każą ci
oddać telefon, wszystkie kolczyki, pilniczek, lakier do paznokci, kosmetyki w sprayu(można się naćpać), muzyczny sprzęt
przenośny i słuchawki(ktoś może je połknąć) czy maszynki do
golenia. Ogólnie, jeśli nie zamierzasz przemycić czegoś przed
przyjściem do szpitala, to pozostają ci tylko odwiedziny czy
przepustki. A jeśli pielęgniarki cię nakryją, to sprawa z głowy.
Nie ma się nawet co kłócić, bo one swoje widziały, a argument
„Nie da się zabić tym i tym” nic tu nie pomoże.
*
Czasami
w życiu każdego młodego człowieka przychodzi taki dzień. To tak,
jakby wylosować odpowiedni los na loterii. Budzisz się i już
wiesz, już wszystko jest jasne. Świeci słońce, jesteś szczęśliwy
i wiesz, że dziś jest idealny dzień, aby umrzeć. Trudno jest cię
odciągnąć od tej myśli, z uśmiechem chcesz wejść pod samochód,
podciąć żyły czy wziąć zamiast jednej tabletki, całą garść.
Te dni w moim życiu ostatnio zdarzają się coraz częściej, bywa
że są następstwem wczorajszych napadów. To trochę taki kac,
wczoraj było źle, a dziś tą twoją nie-żywość wypełnia
zaledwie kilka myśli. Czujesz się lekki, pewny siebie, idealny, a
mimo to cały dzień walczysz, aby nic sobie nie zrobić. Może
myślicie, że skoro tak jest to wcale nie chcecie umierać, ale to
nie prawda. Każdy chce. Każdy chce umrzeć i każdy chce, albo
powinien tę myśl jakoś wykorzystać. Dni kiedy chcesz umrzeć
mniej więcej do zmroku dodają ci energii, możesz wtedy więcej niż
zwykle, bo przecież reszta jest bez znaczenia. Dopiero gdy wrócisz
do domu, po całym dniu zmagań ponad siłę, opadasz na kanapę, jak
wysuszony kwiat. Wypompowany, niezadowolony, padasz i widzisz to
jedno, jedyne rozwiązanie. Koniec. Czy chcesz czy nie, znów musisz
walczyć, tak mocno walczyć, aby tylko przetrwać. Gorzej, jeśli
się oddasz tej pokusie, pociągniesz kolejny los, a tym razem
wszystkie losy są takie same. Wystarczy mieć tę chęć, oddać się
chwili, dać się ponieść i na pstryknięcie palcami, na stukot
pantofelków, odlecieć. Umrzeć. Tak, o. Najzwyczajniej w świecie.
Żegnajcie.
Nie zamierzam komentować twoich postów, nie tutaj, nie publicznie. Ale chętnie nawiązałabym korespondencję mailową.
OdpowiedzUsuńZnam psychiatryk, kiedyś spełniło się moje marzenie, kiełkujące od czasu pierwszego obejrzenia Przerwanej lekcji muzyki.
Tylko w moim szpitalu nie było mieszanych oddziałów. Faceci byli w osobnym budynku, a szkoda.
konfuzja@onet.pl - jeśli zechcesz, skontaktujesz się ze mną.