Muszę wtrącić coś z poza szpitala, bo moja głowa wkrótce eksploduje z nadmiaru myśli.
Gdy nie było się nigdy w psychiatryku i nie miało się tam żadnych znajomych podejście człowieka jest zupełnie inne, dopiero gdy zaczyna się stykać z tym trochę bardziej bezpośrednio czy pośrednio temat nabiera zupełnie innych kolorów.
Przez długi czas moje uszy aż raziło, wypalało, gdy słyszałam, że ludzie w formie żartów obrażają się "psychol", "jesteś chory psychicznie", "takich się zamyka", "psychiczny, szalony". Oczywiście to bardzo ironiczne i od lat dziecięcych jest to jakiś sposób na obrażenie innych i społeczeństwo się do tego przyzwyczaiło. Lecz ja zaczęłam to od grudnia odbierać te słowa całkowicie inaczej. Zastygam, zatrzymuję się i w sumie brakuje mi słów. To tak dosłowne stwierdzenie, które często dotyczy ludzi w pełni zdrowych czy poetów. Nikomu nie życzę choroby psychicznej, to okropnie wpływa na organizm, na życie, na wszystko, ale też nie rozumiem czemu by się z tego śmiać? Czy ludzie śmieją się z chorób takich jak grypa, temperatura, gruźlica, nadciśnienie? Nie.
Gdy byłam w szpitalu z koleżankami żartowałyśmy, że zrobimy sobie wspólne zdjęcie, dodamy na facebooka i podpiszemy "Szalona sesyjka z moimi wariatami". Przecież ludzie tak piszą i nie czują jaką wagę mają te słowa. Totalnie.
Po wyjściu ze szpitala nie lubiłam spotykać się z ludźmi spoza umieralni. Wszystko mnie drażniło, ich nieświadomość mnie drażniła. Minęło kilka miesięcy, nabrałam dystansu do całych tych złych sytuacji, że mogłabym mówić o tym otwarcie, ale jednak wiem jakie zwykli ludzie mają do tego podejście. Wiem jaka jest siła plotek i jak traktuje się takich ludzi. Chyba miesiące nie wystarczą, potrzeba lat, aby zacząć o tym mówić.
będąc na oddziale-co prawda dziennym-też nazwalismy sie wariatami
OdpowiedzUsuńale świat ludzi zdrwoych na samo słow"wariat"psychiatra"anorektyczka"az wzdryga...