Jedliśmy
właśnie kolację, wszystko działo się bardzo powoli i spokojnie.
Ktoś ze stołu anoreksji wykłócał się znowu o źle dobraną
dietę, ale społeczność była do tego przyzwyczajona.
Dużo
się zmieniło w momencie, kiedy ktoś przy tamtym stole powiedział,
że mamy nowego.
Jest
piątek wieczór, a przyjęcia są zwykle w dniach roboczych od rana.
Bum. Kolejne hasło: jest w pasach, leży na korytarzu.
To
była pierwsza osoba w pasach jaką poznałam i widziałam. To dosyć
brutalny widok, stać nad kimś, kto ma zawiązane ręce i nogi. Co
prawda zdarza się, że z pasów, ba, nawet z kaftanu bezpieczeństwa
można się wydostać, ale rzadko się to zdarza. Damian leżał i
widać po nim było, że wstrzyknęli mu masę środków
uspokajających. Nie spał, ale też nie kontaktował za bardzo ze
światem. Dziwny przypadek, a jeszcze dziwniejszy okazał się jak
wyszedł z pasów, bo prawie codziennie aż do utworzenia izolatki z
mojego dawnego pokoju do nich wracał.
Siedziałyśmy
damską grupą w jedynce na rozmowach, kiedy on wszedł totalnie bez
pytania.
- Hej, na co jesteś? - któraś z nas zagadnęła
- Na rodziców, wjebali mnie tutaj za to, że jestem tak zajebisty – odparł z dumą.
- Nie wydaje mi się – powiedziałam po cichu – a skąd jesteś?
- Z Matrixa, dlatego tu jestem.
- Świetnie, a tak serio – jedna z koleżanek walczyła o odpowiedź.
- Z Matrixa, mówię wam – potwierdził i nagle stanął na rękach i zaczął chodzić po pokoju – biłem się z policjantami jak mieli mnie tu wziąć, a wcześniej paliłem fajki i piłem whiskey u dziadka w domu, super sprawa.
Chwilę
później przyszły pielęgniarki i go od nas zabrały. Jeśli jest z
Matrixa to nie dziwie się, że znalazł się właśnie w takim
szpitalu. Poza tym razem z jego przyjściem zaczęła się podwójna
dawka naszych problemów.
Damian był bezczelnym, głupim i aroganckim dzieckiem, które zbyt wcześnie sięgnęło po narkotyki – takie było moje zdanie. Mimo że przez pierwsze dwa dni, próbowałam z nim jeszcze rozmawiać, tłumaczyłam mu nawet fizykę, to w pewnym momencie woda sodowa strzeliła mu do głowy i był nie do zniesienia.
Dni
w szpitalu ciągną się w nieskończoność, wszystkie są podobne i
dlatego samopoczucie często zależy od pogody i zajęć jakie się
odbywają. Jedna doba była strasznie męcząca, ja odpoczywałam po
napadzie, każdy był na coś zdenerwowany, a Damian leżał w
pasach i w kaftanie i krzyczał w niebo głosy, że chce mu się pić.
Mój Złodziej Myśli też miał zły dzień, a łóżko
przywiązanego było tuż pod jej drzwiami. Ona też cierpi, też
jest chora, też ma prawo się wkurzyć. Wzięła więc gąbkę,
namoczyła ją, poszła na korytarz, zapytała się Damiana czy chce,
on kiwnął głową, a ona włożyła mu ją do ust. Chwile później
pielęgniarki wpisują w raport „Dziewczynka chciała zabić
kolegę.”
Ile
w tym prawdy? Nic, chciała mieć tylko ciszę i zaspokoić jego
pragnienie. Podejście pracowników z tego oddziału naprawdę jest
cudowne.
Mi
podpadł innym razem. Mieszkałam długi czas w pokoju numer 5, gdzie
odbywała się zwiększona obserwacja. Miałyśmy w pokoju
dziewczynę-artystkę, dzięki czemu na ścianach poza napisami był
także wielki malunek konia, kwiatów i motyla. Wróciłam kiedyś z
zajęć do pokoju i chciałam umyć ręce, przechodzę koło
wspomnianego wyżej konia i widzę, że jest cały rozwalony, wręcz
pływa po ścianie. Na półce obok leży moja brudnobrązowa pasta
do zębów i żel do twarzy. Wszystko jasne. Czy ktoś coś widział?
Tak. To Damian, ponoć mu pozwoliłam. Z pewnością. Tak zaczęła
się wielka walka i nienawiść. Ty nie szanujesz moich rzeczy i
mnie, ja nie szanuję ciebie. W amoku chciałam poczekać do momentu,
aż znowu go przypną do łózka i nalać mu mydła do oczu, ale
opamiętałam się. Skończyło się na ciągłych kłótniach. Raz
wyzywając go, rzucił karty na podłogę i wyszedł. Innym razem
byłam z koleżankami w naszej ostatniej kabinie, a on usiadł na
ściance pomiędzy pierwszą, a drugą. Wszyscy paliliśmy, a ja
zaczęłam mu mówić co myślę. Każde złe słowo co przyszło mi
na myśl wypowiedziałam, a on próbował odpowiedzieć, ale nie był
w stanie wymówić słowa „rywalizacja”, więc wygrałam. Smutne
jest to, że podpadł mi jeszcze kila razy, że był agresywny wobec
reszty oddziału, a mało kto umiał mu się przeciwstawić.
Nie
znoszę takich ludzi, tak beznadziejnych, ukrytych pod maską dzieci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz