Pewnego,
nudnego, dłużącego się dnia na oddział przyjechał nowy chłopak.
Ze względu na przewagę płci pięknej, każdy nowo przybyły
młody-mężczyzna był dla nas pewnego rodzaju atrakcją. W sumie
większość osób już od dziecka brnie do płci przeciwnej, to tak
jak na wycieczkach szkolnych. Chłopcy po cichu zakradali się w
podstawówce do pokoju dziewczynek i rozmawiali z nimi pół nocy do
czasu póki nauczyciel nie przyszedł i ich stamtąd nie wygonił. To
ma swój urok, te dziecięce zaloty, granie we Flirt, żartowanie,
dziecięce związki. Mimo to, mija kilka lat, dojrzewamy, nasza
miłość dojrzewa, nasze ciała dojrzewają, ale schemat pozostaje
ten sam. Miłość jest strasznie ważną rzeczą w naszym życiu,
chyba nawet ważniejszą od spełnienia ambicji czy pracy. Ale ludzie
tego nie pojmują, zatracają się w szybkim tempie życia z dnia na
dzień i znajdują inne priorytety.
Kamil
miał anoreksje. Lecz ta kwestia jest akurat mało ważna, każdy
bardziej zwracał uwagę na jego przysposobienie i podejście do
świata. Jak tylko wszedł do szpitala, usiadł na fotelu, zaczął
długo rozmawiać z pielęgniarką i narzekać na wszystko, a
szczególnie na brak telefonu. Ze względu na przepełnienie, musiał
czekać aż do wieczora na własne łóżku i spać kilka nocy na
korytarzu. Problemy były wszędzie. Gdy przyszedł do jedynki po raz
pierwszy, przywitać się, od razu zwrócił uwagę na dziwne,
pomazane markerami ściany, na mało miejsca i na całą atmosferę.
Nie podobało mu się nic. Nienawidził wszystkiego, od kadry
lekarskiej i personelu z którym cały czas się wykłócał, aż do
motywu, że nie mógł siedzieć pod prysznicem przez dwie godziny i
myć się porządnie. Nie podobała mu się męska część
pacjentów, nie podobał mu się ich zapach, nie podobał mu się
jadłospis(ciągle żądał spotkania z panią dietetyk), nie podobał
mu się reżim, szkoła mu się nie podobała i był mistrzem
niezadowolenia.
Kamil
w swojej nienawiści miał pewien cel. Chciał jak najszybciej wyjść
ze szpitala. Jak się okazało, siedział tam zaledwie półtora
tygodnia. To strasznie dziwne, bo osoby chore na anoreksje, zazwyczaj
mają obowiązkowe trzy miesiące terapii, ale on miał swój plan.
Za każdym razem gdy przychodził do jedynki, objadał nas z całego
jedzenia, potrafił zjeść zapiekankę serową, którą koleżanka
dostała od rodziców. Do tego czekoladę, płatki, dwa jabłka,
kulki serowe i wszystko popite colą. Miał dobre tempo, tym
bardziej, że nigdy nie chorował na bulimię, tylko na anoreksję.
Nie zwracał posiłków, a strasznie cieszył się z samego rytuału
jedzenia tego, co nie znajdowało się w szpitalnym jadłospisie.
*
Nie
będę oszukiwać tą książką, że szpital jest takim ciekawym
miejscem, że albo dzieją się super zabawne sytuacje, albo super
smutne. To nie prawda, czasami tylko uderza w skrajność, ale w
rzeczywistości jest tam bardzo nudno.
O
8:30 jest śniadanie, później ewentualne zajęcia szkolne, na które
większość nie chodzi, bo woli uczyć się samemu. Ja siedząc sama
robiłam notatki z biologii, albo czytałam. Kiedyś czytając
książkę, kupioną na jakiejś promocji w Łodzi natknęłam się
na fragment, gdzie akcja powieści przenosi się do szpitala, w
którym się znajdowałam. Autorka określiła to miejsce jako „dom
dla czubków” co mnie tylko rozbawiło. Rozumiem zbiegi
okoliczności w postaci spotykania znajomych na oddziale, albo
znajomych znajomych, ale w książkach, coś takiego. Dziwne, dziwne,
dziwne.
Do
13 trzeba było czekać na obiad, zwykle jakaś całkiem znośna zupa
i drugie danie składające się z obrzydliwie wyglądającego mięsa.
Ja razem z moim Złodziejem Myśli byłyśmy na diecie jarskiej,
która nie była wcale lepsza. Kotlety sojowe, z których wycieka
piana, ryby, które też są mięsem, albo kotlet ziemniaczany czy
placki ziemniaczane z czym? Oczywiście z ziemniakami.
Po
obiedzie zazwyczaj robiło się dosyć nudno. Wszyscy byli zmęczeni,
zajęcia się skończyły, czasami można było iść na terapię
grupową, ale to tylko dwa razy w tygodniu w tych godzinach. Zwykle
siadałyśmy w jedynce i przysypiałyśmy, toczyły się nudne
rozmowy o niczym przerywane od czasu do czasu wyjściem na papierosa.
Byle do 17:35 wtedy będą odwiedziny, które trwają dwadzieścia
pięć minut, cały oddział znów będzie wyposażony w Tobiasze, w
jedzenie i wszyscy będą przepełnieni skrajnymi emocjami. Nie ważne
jak dobry masz kontakt z bliskimi, szpital ci go popsuje. Będziesz
miał ochotę powiedzieć wszystkim, że to nie ty, tylko oni
potrzebują terapii i w każdej chwili możesz ich na nią zapisać.
Na szczęście to tylko dwadzieścia pięć minut kłótni, później
obcy muszą wyjść, a ty idziesz na kolację wyżalić się czy
ponarzekać przy stole.
„Matka
znowu mnie zdenerwowała. Znowu nie dostałam jedzenia. Znowu muszę
zapychać się tym masłem. Nie chcą mnie wypisać. Nie chcę tu
być. Będę tęsknić. Ucieknijmy. Złamiemy regulamin. Cokolwiek,
gdziekolwiek. Byle jak najdalej stąd.”
Nasz
stolik był koło okna, a z racji tego, że na dworze było zimno, to
miejsce między oknem, a kratą służyło jako lodówka. ED do
jedzenia mogło mieć tylko jeden dodatek i był to ketchup. W
popsutej lodówce, w depozycie, w którym trzymaliśmy CENNE rzeczy,
za oknem, w szafkach, wszędzie był ketchup. Gdy przyszłam na
oddział też pierwsze co zobaczyłam, gdy siedziałam na krześle to
był ketchup. Anoreksja potrafiła siedzieć na swoich odsiadkach po
posiłkach, robić krzyżówkę i wysiorbać całe 750 ml ketchupu.
Po
kolacji pora była na mycie, ewentualnie na grę w ping-ponga, albo
na kolejne terapie grupowe. Z reguły nikomu się nie chciało i
każdy trochę rozrabiał, czytał czasopisma, szedł na długą
wyprawę pod prysznic i kładł się spać o zalecanej 22:30.
W
zależności od pokoju w którym się znajdowałam w nocy, to
najlepiej rozmawiało mi się w czwórce. Byłam tam jako siódma,
poza Anną było tam bardzo
radosne towarzystwo. Grałyśmy w skojarzenia, opowiadałyśmy różne
skrajne historie z naszego życia czy omawiałyśmy doświadczenia
związane z facetami, narkotykami czy alkoholem. To był nasz czas.
Nie żadna terapia, gdy mówiąc o tym wszystkim chce ci się płakać,
gdy ludzie słuchają cię z ogromnym wymuszonym współczuciem z
którego aż przebija znudzenie. To nie to. Tu mogłyśmy być
szczere, słuchał kto chciał, mówił kto chciał, rady mogły
płynąć prosto z serca, prosto od nas. Te noce też dobrze
wspominam i za nimi też strasznie tęsknię.
caly czas wracam do twojego bloga i wiesz zabawne, ale jestem kamil i mialem(mam?) anoreksje-tylko w zupelnie innym czasie i innym miejscu:)
OdpowiedzUsuńwybacz ze zawracam ci glowe taka bzdurą, nie wiem w ogole co sobie mysle.
trzymaj sie:)
Żadna bzdura. Ludzie z tego typu skazami(?) powinni trzymać się razem. Jest jakoś łatwiej.
UsuńZmieniłam imię chłopaka, który jest tu opisywany, nie chcę nikogo zdemaskować, nie mam pewności kto może to przeczytać czy zobaczyć.
Powodzenia w walce. i szczęścia.
i dziękuję.
Dawno nic mnie tak nie wciągnęło jak ta historia
OdpowiedzUsuńNie wiem, dziękuję?
Usuń