środa, 16 maja 2012

Ana.


Pewnego, nudnego, dłużącego się dnia na oddział przyjechał nowy chłopak. Ze względu na przewagę płci pięknej, każdy nowo przybyły młody-mężczyzna był dla nas pewnego rodzaju atrakcją. W sumie większość osób już od dziecka brnie do płci przeciwnej, to tak jak na wycieczkach szkolnych. Chłopcy po cichu zakradali się w podstawówce do pokoju dziewczynek i rozmawiali z nimi pół nocy do czasu póki nauczyciel nie przyszedł i ich stamtąd nie wygonił. To ma swój urok, te dziecięce zaloty, granie we Flirt, żartowanie, dziecięce związki. Mimo to, mija kilka lat, dojrzewamy, nasza miłość dojrzewa, nasze ciała dojrzewają, ale schemat pozostaje ten sam. Miłość jest strasznie ważną rzeczą w naszym życiu, chyba nawet ważniejszą od spełnienia ambicji czy pracy. Ale ludzie tego nie pojmują, zatracają się w szybkim tempie życia z dnia na dzień i znajdują inne priorytety.
Kamil miał anoreksje. Lecz ta kwestia jest akurat mało ważna, każdy bardziej zwracał uwagę na jego przysposobienie i podejście do świata. Jak tylko wszedł do szpitala, usiadł na fotelu, zaczął długo rozmawiać z pielęgniarką i narzekać na wszystko, a szczególnie na brak telefonu. Ze względu na przepełnienie, musiał czekać aż do wieczora na własne łóżku i spać kilka nocy na korytarzu. Problemy były wszędzie. Gdy przyszedł do jedynki po raz pierwszy, przywitać się, od razu zwrócił uwagę na dziwne, pomazane markerami ściany, na mało miejsca i na całą atmosferę. Nie podobało mu się nic. Nienawidził wszystkiego, od kadry lekarskiej i personelu z którym cały czas się wykłócał, aż do motywu, że nie mógł siedzieć pod prysznicem przez dwie godziny i myć się porządnie. Nie podobała mu się męska część pacjentów, nie podobał mu się ich zapach, nie podobał mu się jadłospis(ciągle żądał spotkania z panią dietetyk), nie podobał mu się reżim, szkoła mu się nie podobała i był mistrzem niezadowolenia.
Kamil w swojej nienawiści miał pewien cel. Chciał jak najszybciej wyjść ze szpitala. Jak się okazało, siedział tam zaledwie półtora tygodnia. To strasznie dziwne, bo osoby chore na anoreksje, zazwyczaj mają obowiązkowe trzy miesiące terapii, ale on miał swój plan. Za każdym razem gdy przychodził do jedynki, objadał nas z całego jedzenia, potrafił zjeść zapiekankę serową, którą koleżanka dostała od rodziców. Do tego czekoladę, płatki, dwa jabłka, kulki serowe i wszystko popite colą. Miał dobre tempo, tym bardziej, że nigdy nie chorował na bulimię, tylko na anoreksję. Nie zwracał posiłków, a strasznie cieszył się z samego rytuału jedzenia tego, co nie znajdowało się w szpitalnym jadłospisie.

*
Nie będę oszukiwać tą książką, że szpital jest takim ciekawym miejscem, że albo dzieją się super zabawne sytuacje, albo super smutne. To nie prawda, czasami tylko uderza w skrajność, ale w rzeczywistości jest tam bardzo nudno.
O 8:30 jest śniadanie, później ewentualne zajęcia szkolne, na które większość nie chodzi, bo woli uczyć się samemu. Ja siedząc sama robiłam notatki z biologii, albo czytałam. Kiedyś czytając książkę, kupioną na jakiejś promocji w Łodzi natknęłam się na fragment, gdzie akcja powieści przenosi się do szpitala, w którym się znajdowałam. Autorka określiła to miejsce jako „dom dla czubków” co mnie tylko rozbawiło. Rozumiem zbiegi okoliczności w postaci spotykania znajomych na oddziale, albo znajomych znajomych, ale w książkach, coś takiego. Dziwne, dziwne, dziwne.
Do 13 trzeba było czekać na obiad, zwykle jakaś całkiem znośna zupa i drugie danie składające się z obrzydliwie wyglądającego mięsa. Ja razem z moim Złodziejem Myśli byłyśmy na diecie jarskiej, która nie była wcale lepsza. Kotlety sojowe, z których wycieka piana, ryby, które też są mięsem, albo kotlet ziemniaczany czy placki ziemniaczane z czym? Oczywiście z ziemniakami.
Po obiedzie zazwyczaj robiło się dosyć nudno. Wszyscy byli zmęczeni, zajęcia się skończyły, czasami można było iść na terapię grupową, ale to tylko dwa razy w tygodniu w tych godzinach. Zwykle siadałyśmy w jedynce i przysypiałyśmy, toczyły się nudne rozmowy o niczym przerywane od czasu do czasu wyjściem na papierosa. Byle do 17:35 wtedy będą odwiedziny, które trwają dwadzieścia pięć minut, cały oddział znów będzie wyposażony w Tobiasze, w jedzenie i wszyscy będą przepełnieni skrajnymi emocjami. Nie ważne jak dobry masz kontakt z bliskimi, szpital ci go popsuje. Będziesz miał ochotę powiedzieć wszystkim, że to nie ty, tylko oni potrzebują terapii i w każdej chwili możesz ich na nią zapisać. Na szczęście to tylko dwadzieścia pięć minut kłótni, później obcy muszą wyjść, a ty idziesz na kolację wyżalić się czy ponarzekać przy stole.
„Matka znowu mnie zdenerwowała. Znowu nie dostałam jedzenia. Znowu muszę zapychać się tym masłem. Nie chcą mnie wypisać. Nie chcę tu być. Będę tęsknić. Ucieknijmy. Złamiemy regulamin. Cokolwiek, gdziekolwiek. Byle jak najdalej stąd.”
Nasz stolik był koło okna, a z racji tego, że na dworze było zimno, to miejsce między oknem, a kratą służyło jako lodówka. ED do jedzenia mogło mieć tylko jeden dodatek i był to ketchup. W popsutej lodówce, w depozycie, w którym trzymaliśmy CENNE rzeczy, za oknem, w szafkach, wszędzie był ketchup. Gdy przyszłam na oddział też pierwsze co zobaczyłam, gdy siedziałam na krześle to był ketchup. Anoreksja potrafiła siedzieć na swoich odsiadkach po posiłkach, robić krzyżówkę i wysiorbać całe 750 ml ketchupu.
Po kolacji pora była na mycie, ewentualnie na grę w ping-ponga, albo na kolejne terapie grupowe. Z reguły nikomu się nie chciało i każdy trochę rozrabiał, czytał czasopisma, szedł na długą wyprawę pod prysznic i kładł się spać o zalecanej 22:30.
W zależności od pokoju w którym się znajdowałam w nocy, to najlepiej rozmawiało mi się w czwórce. Byłam tam jako siódma, poza Anną było tam bardzo radosne towarzystwo. Grałyśmy w skojarzenia, opowiadałyśmy różne skrajne historie z naszego życia czy omawiałyśmy doświadczenia związane z facetami, narkotykami czy alkoholem. To był nasz czas. Nie żadna terapia, gdy mówiąc o tym wszystkim chce ci się płakać, gdy ludzie słuchają cię z ogromnym wymuszonym współczuciem z którego aż przebija znudzenie. To nie to. Tu mogłyśmy być szczere, słuchał kto chciał, mówił kto chciał, rady mogły płynąć prosto z serca, prosto od nas. Te noce też dobrze wspominam i za nimi też strasznie tęsknię. 

4 komentarze:

  1. caly czas wracam do twojego bloga i wiesz zabawne, ale jestem kamil i mialem(mam?) anoreksje-tylko w zupelnie innym czasie i innym miejscu:)
    wybacz ze zawracam ci glowe taka bzdurą, nie wiem w ogole co sobie mysle.
    trzymaj sie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żadna bzdura. Ludzie z tego typu skazami(?) powinni trzymać się razem. Jest jakoś łatwiej.
      Zmieniłam imię chłopaka, który jest tu opisywany, nie chcę nikogo zdemaskować, nie mam pewności kto może to przeczytać czy zobaczyć.
      Powodzenia w walce. i szczęścia.
      i dziękuję.

      Usuń
  2. Dawno nic mnie tak nie wciągnęło jak ta historia

    OdpowiedzUsuń