poniedziałek, 21 maja 2012

Schizy.


Pamiętam jak mi opowiadała, że podcinała sobie gardło, pamiętam z jakim spokojem to mówiła, jak widać po niej było tą ogromną dawkę leków, którymi ją faszerują.
Pamiętam jak mówił, że kiedyś był mordercą, że jego dusza została przejęta, coś na zasadzie reinkarnacji.
Pamiętam jak chodził chodził wzdłuż korytarza, tupał klapkami o podłogę, mówił sam do siebie i przesuwał palcem po ścianie. Jak rzadko się odzywał, w jaki dziwny sposób jadł, trzęsąc się i śmiejąc, jak miał te brudne, czarne plamy na spodenkach.
Pamiętam jak przyszedł, jak chciałam wiedzieć o nim jak najwięcej, jak słuchałam z uwagą każdego słowa, które było spowolnione przez środki uspokajające. Jak opowiadał, że go śledzą, że mu klaszczą, dopingują go na każdym kroku. Nieważne co robią, są.
Schizofrenia wydaje mi się straszną chorobą. U mnie też ją podejrzewali na początku, ale na szczęście było to mylne. Znam cztery osoby, które cierpią na ten rodzaj zaburzeń, znam cztery różne historie i cztery całkowicie różne rodzaje objawów. Jednak wszystkie są w stanie doprowadzić mnie do tego, że gdy siedzę już u siebie, w domu, na samą myśl mam dreszcze. To okropne jak trzeba walczyć wtedy o normalność, to straszne jak widzi się czy słyszy rzeczy, których nie ma i jest to codziennością. Buduje się wtedy swój własny świat, wiele zachowań jest niewytłumaczalnych, ale co najważniejsze, większość chorych mimo swojej odmienności zachowuję się całkowicie normalnie. Nie zachowują się jak na filmach, nie wygłupiają, nie robią z siebie jakiś strasznych postaci, nie chcą być na siłę inni. Ich walka toczy się głównie w ich głowach.

7 komentarzy:

  1. Czytając Twojego bloga bardzo chciałabym Cię poznać
    Patrząc na Twoją sytuacje wnioskuję że moja nie jest taka zła. Mi (na szczęście) nikt nie proponował szpitala
    Jak na razie chodzę do psychologa i łykam jakieś dziwne tabletki. Ale zamierzam iść na oddział dzienny czyli na terapię grupową. Jestem raczej negatywnie do tego nastawiona ale chyba warto spróbować..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba dobrze, jeśli masz psychologa z którym się dogadujesz to myślę, że wszystko się ułoży. Ja tylko raz trafiłam na fajnego, ale nie mogłam mieć z nim stałej terapii.
      Szpital nie jest wyjściem, bo uczy życia w zamknięciu, a nie na zewnątrz. A właśnie wszystko sprowadza się zawsze do tego świata spoza... krat.

      Usuń
    2. To fakt taki szpital to chyba nawet bardziej szkodzi niż pomaga.
      Właśnie nie wiem czy mój psycholog jest fajny. Czasami wydaje mi się że jest ok a czasem że nie.
      Powiem Ci że fajnie jest porozmawiać z osobą która ma podobne problemy. Ktoś kto czegoś takiego nie doświadczył nigdy nie zrozumie przez co się przechodzi.

      Usuń
    3. Często też jest tak, że wielu ludzi doświadcza, a nikomu o tym nie mówi. Gorzej jednak, gdy ktoś usłyszy o problemach innych i hiperbolizuje, aby pokazać, że ON I TAK MA GORZEJ. Tego nie znoszę.
      Trudno jasno powiedzieć czy pomaga czy szkodzi. Raczej jedno i drugie. Zależy od choroby, jeśli coś jest chorobą, która ma duże podłoże biologiczne jak właśnie upośledzenia różnego rodzaju czy anoreksja to szpital jest wskazany. Z resztą, tą bardziej psychiczną można by się kłócić. Mi szpital otworzył oczy na kilka spraw, a z drugiej strony wyrzucił na długi czas ze społecznej normalności do której powrót zajął mi kilka miesięcy i mógł kosztować życie. + jeśli bierze się leki to szpital pozwala kontrolować ich reakcję co też jest jakimś plusem.
      Szczęścia.

      Usuń
    4. Domyślam się że było Ci ciężko wrócić do rzeczywistości. Mówiłaś o swoich problemach znajomym ? Ja sobie tego nie wyobrażam bałabym się że mnie odrzucą albo że będę wtedy od nich gorsza jak się dowiedzą. Ale to że oni nie wiedzą też mnie denerwuje bo czasem nie mam komu się wygadać

      Usuń
    5. Kiedyś wspomniałam coś jednemu znajomemu, ale to był tak dziwny stan, że pewnie nawet nie był świadomy co do niego mówię.
      Poza tym zaczęło się od brata, potem siłą rzeczy rodzice, a przyjaciele, Ci najbliżsi dopiero, gdy wróciłam do domu ze skierowaniem numer jeden. W sumie, powiedziałam wtedy tylko trzem osobom, którym ufam bardzo, bardzo i znam od lat. Wiele ważnych ludzi do teraz nie wie. A część dowiaduje się przypadkiem. Warto przed wszystkim wybadać temat jakkolwiek by to nie brzmiało. Napomknij coś, nawet nie o sobie, o innych, a jeśli zobaczysz, że druga osoba nie odnosi się do tego w jakiś dziwny sposób to warto powiedzieć. Choć i tak polecam radzenie sobie samemu.
      Jaki jest Twój problem?

      Usuń
  2. U mnie stwierdzono depresje i zaburzenia lękowe czy coś w tym stylu. Gdyby nie mój wspaniały chłopak nie wiem jakby się to potoczyło. Na początku nawet nie wiedziałam co się ze mną dzieje ale gdy robiło się coraz gorzej chłopak zaprowadził mnie do psychologa bo sama bym raczej nie poszła. Moi rodzice dowiedzieli się o moich problemach chyba gdzieś po roku jak już się leczyłam. Najlepsza była reakcja mojej mamy, powiedziała mi że sama do tego doprowadziłam i to wszystko moja wina albo że sobie to wymyśliłam.
    Mam straszny żal do rodziców bo nigdy w niczym mi nie pomagali i ich praca była ważniejsza ode mnie.
    Jak zaczęły się dziać ze mną te rzeczy straciłam również przyjaciółki, nie chciałam chodzić do szkoły więc miałam z nią też problemy. Jakoś udało mi się skończyć liceum i został mi jeszcze tylko egzamin ustny z polskiego do którego jestem oczywiście negatywnie nastawiona, że sobie nie poradzę, zestresuje się, nie powiem wszystkiego dobrze itp.

    OdpowiedzUsuń