Podzieliłam
mój szpitalny okres na dwa etapy. Był czas pierwszej generacji, w
którym skład jedynki się nie zmieniał i był czas drugiej
generacji, który rozrzucił wszystkie ważne dla mnie osoby po całym
oddziale. Podczas trwania drugiej generacji już mieszkałam w
czwórce na wcześniej wspomnianej dostawce.
Gdy
był czas świąt, zaczęto wypisywać większość osób, stara
generacja zniknęła, a ja zostałam z Moim Złodziejem Myśli i
Weroniką. Było nam strasznie ciężko. Weronika zaczęła się
otwierać, ciągle chodziła przygnębiona, płakała, pisała sobie
na czole oskarżycielskie słowa, chciała się zabić. Trzeba było
z nią rozmawiać, mówić na swoim przykładzie
- Weronika, też chcę umrzeć, sama nie wiem dlaczego, ale od siedmiu lat tylko tego pragnę.
- Dlaczego chcesz umierać? Jesteś cudowna, a to ja jestem beznadziejna.
- Weronika, ha ha ha, to ja jestem beznadziejna, zrozum to, nie radzę sobie z sobą. Nie z otaczającym mnie światem, a ze sobą! Ty jesteś twarda, jesteś twardym chujem, patrz napisali to nawet na twojej ścianie! - wskazałam palcem bazgroły nad jej łóżkiem – Widzisz, dasz sobie radę!
Przez
długi czas nic się nie zmieniało, ale za to zaczęły przychodzić
nowe osoby, na oddziale znów robiło się zabawniej. Przybyło
trochę samobójców, schizofreników i pogrążonych w depresji.
Mimo to, gdy tacy ludzie są wśród swoich wtedy rzeczywiście się
uśmiechają. Na oddział tego samego dnia trafiły nowe ciekawe
dziewczyny, było to chwile przed moim wyjściem, ale mimo to bardzo
się do nich przywiązałam.
Monika
– biedna przez anoreksję będzie musiała siedzieć tam trzy
miesiące przynajmniej. Uratowałam ją, mówiąc, że na oddziale da
się palić. Poza tym mieszka niedaleko mnie, jest pełna energii i
zawsze ma dobry humor.
Daria
– urocza. Po prostu urocza, krótko ścięta różowowłosa, która
bardzo lubi się przytulać. Nie wiedzieć czemu, ale strasznie łatwo
się do niej przywiązać. Masz ochotę się o nią troszczyć i już.
Do
tego składu doszły także inne osoby między innymi mały czternastoletni grubasek
Kulka, który na początku był beksą, która ciągle chciała
palić, a później jakoś się wycwanił. Justyna, która częściowo
zastąpiła mi Karinę przez super zdolności aktorskie, opanowanie i
głos bez emocji kiedy tylko trzeba. Wiktoria, roztrzęsiona, bawiąca
się w podróże astralne, przyjezdna, chuda, dziewczyna, pocięta
wszędzie. Taki trochę z niej tygrysek, pocięte ręce, pocięte
nogi, pocięty brzuch, pocięte plecy i pocięte serce, zapewne.
Pamiętam
moje ostatnie dni w szpitalu, kiedy bardzo podobało mi się obecne
towarzystwo, kiedy wcale nie czułam się zdrowsza, ale
przywiązywałam uwagę do równo pomalowanych paznokci, kiedy dosyć
miałam już tych mocnych, czerwonych i tanich papierosów. Kiedy
chciałam po prostu z nimi być i po prostu marzyć, a to już było
niemożliwe.
*
Daria
było kolejną z normalnych nastolatek. Miała swoje pasję,
zainteresowania i problemy, jak każdy. Piła, paliła, czasami brała
ciut za dużo antydepresantów czy narkotyków, ale to rzadko.
Pomagała także w wolontariacie i zajmowała tam dosyć ważną
pozycje, organizowała imprezy na całą Warszawę i trudno było jej
nie zauważyć.
Z
Darią spędziłam tylko kilka dni, bo przyszła chwilę przed moim
wyjściem, należała do drugiej generacji. Miała w sobie coś
hipnotyzującego, poza tym była nastrojona do wszystkiego w bardzo
przyjazny sposób. Daria wyszła ze szpitala, bo na przepustce wzięła
amfetaminę, a po powrocie zbadali jej mocz. Myślała, że wszystko będzie
okej, wróciła do szkoły, zaczęła normalnie żyć, ale chwilę
później rodzina odcięła ją od świata.
Kocham
ją. Uwielbiam ponad wszystko. Była moim oparciem po tym jak wyszłam
ze szpitala. Była kolejną osobą, której tak bardzo potrzebowałam.
Nie ma z nią kontaktu, bo rodzice zamknęli ją w ośrodku
odwykowym. Piszę listy i wiem, że nigdy ich nie wyślę. Że ona
przeczyta je dopiero po naszym spotkaniu, nie wiedzieć kiedy.
Nie
wiem jak jest w ośrodkach odwykowych. Słyszałam tylko, że można
palić po jednym papierosie po posiłkach. Wiem, że nie ma telefonów,
odwiedzin znajomych i nawet listów. Chciałabym tylko wiedzieć, że
jest jej tam dobrze. Tylko tyle.
Bo to już cztery miesiące odkąd nie wiem nic.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz