niedziela, 20 maja 2012

Zabijcie mnie.


Wiecie jaki jest największy paradoks szpitala? Na spotkaniach wszystkich pacjentów z lekarzami, które nazywają się codzienną społecznością opowiada się jak dużo źle robimy. Personel wytyka nam tam wszystkie błędy, co prawda niektóre jak najbardziej trzeba wytknąć jak choćby fekalia na podłodze w łazience. Lecz są rzeczy, do których powinno się mieć prawo. Milion zakazów, milion uwag do wszystkiego. Nie można czytać po 22:30, bo już jest cisza nocna. Nie hałasować. Nie wchodzić do czyiś pokojów bez pytania. Nie palić w toaletach! Znowu wszyscy się skarżą! Nie palić w toaletach!
Przez te zakazy zabrali nam klamki do okien pod prysznicem. Teraz można sobie wyobrazić, jeśli na całą łazienkę są cztery kabiny, a przechodzi przez nią czterdzieści osób to ile pary się gromadzi, jak jest tam mokro i ślisko. Czy nie lepiej już po prostu częściej pilnować łazienek, a nie od razu zabierać klamki? Najwyraźniej nie.
Zakazów było coraz więcej. Jeśli ktoś złamie regulamin miał zostać wyrzucony. Lekarze cały czas przypominali nam „jeśli będziecie palić to zostaniecie wyrzuceni”, a z każdym przypomnieniem zgraja pacjentów biegła do łazienki. Wszyscy chcą wyjść ze szpitala, choćby karnie. Poza tym picie alkoholu na oddziale, posiadanie substancji czy przedmiotów niedozwolonych, niestosowanie się do zaleceń lekarza czy choćby seks na oddziale – za to wszystko mogą cię wyrzucić. Znam osoby, które zrobiły całą tę listę, a nic im się nie stało. Im bardziej chcesz wyjść i łamiesz regulamin tym dłużej będą cię trzymać. Jak na złość. Ewentualnie, mogą cię jeszcze przypiąć do pasów. Jeśli ktoś już wylatuje to chyba za to, że wkurzał lekarzy, albo brał narkotyki i wolą go na odwyku niż u siebie.

*

Nigdy, ale to nigdy nie zrozumiem sposobu leczenie na oddziale psychiatrycznym. Z samego początku myślałam, że wszystko ograniczy się do terapii indywidualnych. Okazało się zupełnie odwrotnie. Na wejściu masz kilka rozmów, jeśli okaże się, że twoje życie jest zagrożone to wtedy ubierają się w szpitalną, zmechaconą i pachnącą środkami dezynfekującymi piżamę. Chodzisz w niej do czasu zakończenia obserwacji. Kilka razy w tygodniu odbywają się terapie grupowe takie jak muzykoterapia czy psychorysunek, a także rozmowy w grupach. Na siedem dni tygodnia przypada około pięciu takich półtora godzinnych terapii. Polegają one na wyzwoleniu emocji, refleksji i rozmowie publicznej dotyczącej naszych problemów. Jest to całkiem dobre, ale nie wszyscy mają ochotę słuchać o problemach innych, a tym bardziej rozmawiać o swoich, więc ludzie z czasem się wykruszali.
Poza terapią grupową, jeśli masz szczęście to możesz trafić na swojego lekarza prowadzącego i chwile z nim porozmawiać, ale tylko pod warunkiem, że jakaś sala będzie wolna.
Na wejściu do szpitala, jeśli masz powyżej 16 lat, masz możliwość podpisania pewnego dokumentu dotyczącego uprawnień do przeglądania dokumentacji twojego leczenia przez osoby, które wskażesz. Nie chciałam, aby duża część mojej rodziny wiedziała w jakim jestem stanie, więc dla zasady podarowałam te uprawnienia tylko mamie. Niech chociaż jedna osoba wie, co się ze mną dzieje. Była to bardzo dobra decyzja.
Na rozmowach wstępnych mówiłam o tym, że lubię wbijać sobie paznokcie w nogi, że przekuwałam sama ucho, że nerwicowo wyrywam brwi. Stwierdzono u mnie autoagresję, nie do końca słusznie, ale już trudno. Pewnego dnia, podczas naszych 25 minutowych odwiedzin, moja mama przyszła ze złą wiadomością „Widzisz. Nagadałaś im, jak tak będzie dalej to dadzą cię pod elektrowstrząsy.”
Szok, wewnętrzne odrętwienie. To to się jeszcze robi? To jest legalne, słucham? Horror, mogę brać wszystkie leki jakie mi dadzą, a nie podają mi nic. Mogę zmusić się na chodzenie na wszystkie zajęcia i terapie, ale po co. Oni wiedzą lepiej, myślą, że co? Że to sprawi, że nie będę chciała odbierać sobie życia? Że nagle zmienię całkowicie podejście do świata? Że będę z powrotem normalną, szczęśliwą dziewczyną jak przed siedmioma laty? Wtedy nawet nie byłam dziewczyną, dziewczynką jak już. To nie możliwe, zapomniałam co to ten ludzki standard, zapomniałam jak to jest żyć i nie myśleć o śmierci, a oni chcą mnie zaatakować w taki sposób, nawet nie mam się jak bronić.
Gdyby nie Mój Złodziej Myśli to nie wiem co bym zrobiła. Jej też tak mówili, ale na szczęście do niczego nie doszło. Trzeba było kłamać. Chcesz się wyleczyć, chcesz być szczerym, ale w pewnych sytuacjach nie masz wyjścia, twój stan musi się na siłę polepszyć, aby uciec od takich sytuacji jaką zagrozili mi. Kłamałam, gdy nie było przy mnie rodziny, byłam bardzo pozytywną osobą, tryskałam energią i miałam wielkie chęci do działania, nie wiem jak, ale uniknęłam elektrowstrząsów. Dalej nienawidzę lekarzy za to, że powiedzieli o tym mojej mamie, a nie mi. Jeśli nie miałaby tego uprawnienia, które jej wypisałam to co? Mi też by nie powiedzieli, miałabym świadomość po fakcie?

2 komentarze:

  1. Przeczytałam wszystkie wpisy i na pewno będę tutaj wracać. Wydajesz się bardzo inteligentną osobą i szkoda że masz takie problemy. Chciałabym się dowiedzieć, jak to wszystko zaczęło się u Ciebie, skąd się wzięła taka sytuacja. Pewnie prędzej czy później to opiszesz, tak więc czekam i pozdrawiam Cię. Ada

    OdpowiedzUsuń
  2. 29 year-old Clinical Specialist Kleon Hegarty, hailing from Swan Lake enjoys watching movies like Euphoria (Eyforiya) and Homebrewing. Took a trip to Boyana Church and drives a New Beetle. fantastyczna tresc

    OdpowiedzUsuń