Wiecie
jaki jest największy paradoks szpitala? Na spotkaniach wszystkich
pacjentów z lekarzami, które nazywają się codzienną
społecznością opowiada się jak dużo źle robimy. Personel wytyka
nam tam wszystkie błędy, co prawda niektóre jak najbardziej trzeba
wytknąć jak choćby fekalia na podłodze w łazience. Lecz są
rzeczy, do których powinno się mieć prawo. Milion zakazów, milion
uwag do wszystkiego. Nie można czytać po 22:30, bo już jest cisza
nocna. Nie hałasować. Nie wchodzić do czyiś pokojów bez pytania.
Nie palić w toaletach! Znowu wszyscy się skarżą! Nie palić w
toaletach!
Przez
te zakazy zabrali nam klamki do okien pod prysznicem. Teraz można
sobie wyobrazić, jeśli na całą łazienkę są cztery kabiny, a
przechodzi przez nią czterdzieści osób to ile pary się gromadzi,
jak jest tam mokro i ślisko. Czy nie lepiej już po prostu częściej
pilnować łazienek, a nie od razu zabierać klamki? Najwyraźniej
nie.
Zakazów
było coraz więcej. Jeśli ktoś złamie regulamin miał zostać
wyrzucony. Lekarze cały czas przypominali nam „jeśli będziecie
palić to zostaniecie wyrzuceni”, a z każdym przypomnieniem zgraja
pacjentów biegła do łazienki. Wszyscy chcą wyjść ze szpitala,
choćby karnie. Poza tym picie alkoholu na oddziale, posiadanie
substancji czy przedmiotów niedozwolonych, niestosowanie się do
zaleceń lekarza czy choćby seks na oddziale – za to wszystko mogą
cię wyrzucić. Znam osoby, które zrobiły całą tę listę, a nic
im się nie stało. Im bardziej chcesz wyjść i łamiesz regulamin
tym dłużej będą cię trzymać. Jak na złość. Ewentualnie, mogą
cię jeszcze przypiąć do pasów. Jeśli ktoś już wylatuje to
chyba za to, że wkurzał lekarzy, albo brał narkotyki i wolą go na
odwyku niż u siebie.
*
Nigdy,
ale to nigdy nie zrozumiem sposobu leczenie na oddziale
psychiatrycznym. Z samego początku myślałam, że wszystko
ograniczy się do terapii indywidualnych. Okazało się zupełnie
odwrotnie. Na wejściu masz kilka rozmów, jeśli okaże się, że
twoje życie jest zagrożone to wtedy ubierają się w szpitalną,
zmechaconą i pachnącą środkami dezynfekującymi piżamę.
Chodzisz w niej do czasu zakończenia obserwacji. Kilka razy w
tygodniu odbywają się terapie grupowe takie jak muzykoterapia czy
psychorysunek, a także rozmowy w grupach. Na siedem dni tygodnia
przypada około pięciu takich półtora godzinnych terapii. Polegają
one na wyzwoleniu emocji, refleksji i rozmowie publicznej dotyczącej
naszych problemów. Jest to całkiem dobre, ale nie wszyscy mają
ochotę słuchać o problemach innych, a tym bardziej rozmawiać o
swoich, więc ludzie z czasem się wykruszali.
Poza
terapią grupową, jeśli masz szczęście to możesz trafić na
swojego lekarza prowadzącego i chwile z nim porozmawiać, ale tylko
pod warunkiem, że jakaś sala będzie wolna.
Na
wejściu do szpitala, jeśli masz powyżej 16 lat, masz możliwość
podpisania pewnego dokumentu dotyczącego uprawnień do przeglądania
dokumentacji twojego leczenia przez osoby, które wskażesz. Nie
chciałam, aby duża część mojej rodziny wiedziała w jakim jestem
stanie, więc dla zasady podarowałam te uprawnienia tylko mamie.
Niech chociaż jedna osoba wie, co się ze mną dzieje. Była to
bardzo dobra decyzja.
Na
rozmowach wstępnych mówiłam o tym, że lubię wbijać sobie
paznokcie w nogi, że przekuwałam sama ucho, że nerwicowo wyrywam
brwi. Stwierdzono u mnie autoagresję, nie do końca słusznie, ale
już trudno. Pewnego dnia, podczas naszych 25 minutowych odwiedzin,
moja mama przyszła ze złą wiadomością „Widzisz. Nagadałaś
im, jak tak będzie dalej to dadzą cię pod elektrowstrząsy.”
Szok,
wewnętrzne odrętwienie. To to się jeszcze robi? To jest legalne,
słucham? Horror, mogę brać wszystkie leki jakie mi dadzą, a nie
podają mi nic. Mogę zmusić się na chodzenie na wszystkie zajęcia
i terapie, ale po co. Oni wiedzą lepiej, myślą, że co? Że to
sprawi, że nie będę chciała odbierać sobie życia? Że nagle
zmienię całkowicie podejście do świata? Że będę z powrotem
normalną, szczęśliwą dziewczyną jak przed siedmioma laty? Wtedy
nawet nie byłam dziewczyną, dziewczynką jak już. To nie możliwe,
zapomniałam co to ten ludzki standard, zapomniałam jak to jest żyć
i nie myśleć o śmierci, a oni chcą mnie zaatakować w taki
sposób, nawet nie mam się jak bronić.
Gdyby
nie Mój Złodziej Myśli to nie wiem co bym zrobiła. Jej też tak
mówili, ale na szczęście do niczego nie doszło. Trzeba było
kłamać. Chcesz się wyleczyć, chcesz być szczerym, ale w pewnych
sytuacjach nie masz wyjścia, twój stan musi się na siłę
polepszyć, aby uciec od takich sytuacji jaką zagrozili mi.
Kłamałam, gdy nie było przy mnie rodziny, byłam bardzo pozytywną
osobą, tryskałam energią i miałam wielkie chęci do działania,
nie wiem jak, ale uniknęłam elektrowstrząsów. Dalej nienawidzę
lekarzy za to, że powiedzieli o tym mojej mamie, a nie mi. Jeśli
nie miałaby tego uprawnienia, które jej wypisałam to co? Mi też
by nie powiedzieli, miałabym świadomość po fakcie?
Przeczytałam wszystkie wpisy i na pewno będę tutaj wracać. Wydajesz się bardzo inteligentną osobą i szkoda że masz takie problemy. Chciałabym się dowiedzieć, jak to wszystko zaczęło się u Ciebie, skąd się wzięła taka sytuacja. Pewnie prędzej czy później to opiszesz, tak więc czekam i pozdrawiam Cię. Ada
OdpowiedzUsuń29 year-old Clinical Specialist Kleon Hegarty, hailing from Swan Lake enjoys watching movies like Euphoria (Eyforiya) and Homebrewing. Took a trip to Boyana Church and drives a New Beetle. fantastyczna tresc
OdpowiedzUsuń